wiadomości

Tragedia pod Krakowem. Mężczyzna znalazł w domu powieszoną żonę i ciała trójki dzieci

Tragedia do której doszło nad ranem 7 marca w Zelczynie pod Krakowem. Mężczyzna wracający z pracy znalazł w domu ciało powieszonej żony i trójki swoich dzieci. Tajemniczą sprawę bada prokuratura.

Tragedia pod Krakowem. Mężczyzna znalazł w domu powieszoną żonę i ciała trójki dzieci

7 marca w podkrakowskim Zelczynie rozegrała się tragedia. Około godziny 6:25 rano, wracający po nocnej zmianie mężczyzna znalazł w domu ciała trójki dzieci i powieszone ciało swojej żony. Dzieci leżały w łóżeczkach, nie mając widocznych śladów obrażeń. O makabrycznym zdarzeniu głośno zrobiło się w mediach, jak na razie śledczy starają się ustalić przyczyny i okoliczności całego zdarzenia. Jedną ze wstępnych przyczyn tragedii branych pod uwagę, było tzw. rozszerzone samobójstwo.

Mężczyzna jest w szoku – nie spodziewał się, co zastanie w domu

Mężczyzna który wrócił do domu z nocnej zmiany jest w szoku, znajduje się pod opieką psychologa i nie został jeszcze przesłuchany. Na pewno nie spodziewał się tego, co zastanie w domu po otwarciu drzwi, szczególnie że nic nie zapowiadało tragedii. Najpierw zobaczył powieszone ciało swojej 36-letniej żony Aldony, następnie znalazł we własnych łóżeczkach ciała trójki dzieci – 4-letniej Nadii, 9-letniej Aleksandry i najstarszego, 12-letniego Kamila. Mężczyzna od razu powiadomił pogotowie ratunkowe, ponieważ podejrzewał zatrucie czasem – ciała jego dzieci na pierwszy rzut oka nie nosiły żadnych śladów mogących wskazywać na inne okoliczności zdarzenia. Niestety, przybyłe na miejsce służby ratunkowe stwierdziły zgon czterech osób, podejmując się nieudanej próby reanimacji. Straż Pożarna wstępnie wykluczyła natomiast czad jako przyczynę zgonów dzieci, badając we wnętrzach urządzeniami pomiarowymi stężenie tlenku węgla.

Co wydarzyło się w Zelczynie?

W czwartek około godziny 10:00 zostanie przeprowadzona sekcja zwłok ofiar, która da jednoznaczną odpowiedź odnośnie przyczyn śmierci całej czwórki. Od wczoraj w mediach przewija się informacja, iż było to rozszerzone samobójstwo, 36-letnia Aldona miała najpierw zamordować swoje dzieci, a następnie się powiesić. Policja nie potwierdza doniesień, jakoby dzieci miały zostać uduszone, jednak taką opinię wydał biegły lekarz dokonujący oględzin zwłok na miejscu zdarzenia. Makabryczna sprawa z Zelczyna jest badana przez Prokuraturę Rejonową w Wieliczce, która będzie prowadziła dalsze śledztwo. Sprawa została zarejestrowana jako przestępstwa z art 148 par. 2 Kodeksu Karnego, czyli zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem.

To była porządna, normalna rodzina

W szoku są również mieszkańcy Zelczyna, oddalonego o zaledwie kilka kilometrów od Skawiny i Krakowa. Miejscowość jest nie jest duża, ma 1000 mieszkańców i raczej wszyscy się tutaj znają. Dom rodziny znajdował się na końcu wioski, między szkołą a stacją paliw. Nie jest jeszcze wykończony, 41-letni Andrzej S. prowadził własną firmę i dorabiał, by móc utrzymać rodzinę. Jego żona Aldona pracowała jako urzędniczka. „To była bardzo porządna rodzina. Rodzice spokojni, życzliwi. Bardzo dobrze wychowywali dzieci. Nie było u nich żadnych awantur. Nie mamy pojęcia, co się stało w tym domu. Pewne jest tylko, że to wielka tragedii”, mówią mieszkańcy Zelczyna. To była chyba ostatnia rodzina w miejscowości u której można było się spodziewać takiej tragedii. Cała czwórka uchodziła za przykład wzorowej rodziny, dlatego okoliczności zdarzenia są tym bardziej tajemnicze i niezrozumiałe dla mieszkańców.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o