Oszustwo

Wstrzymane wypłaty, za niskie obroty w sklepie.

Gdyby szefowa była ok, to i pracownic nie musiała by często szukać. Nie mam wyrzutów sumienia, że nasłałam jej na sklep kontrolę z urzędu.

W 2013 roku miałam staż w sklepie Prymus-D w Jędrzejowie. Był to sklep ze szkliwem, od razu mi się spodobał asortyment, bo nie chciałam trafić do sklepu ze spożywką. Na wszystkich papierach widniał pan Dariusz Ślażyński, ale tak naprawdę jego nikt nigdy na oczy nie widział, wszystkim zajmowała się jego żona, którą przez cały staż widziałam może 5-6 razy. Z jednej strony to dobrze, że tak rzadko ją widziałam, bo siała postrach. Jak tylko było mówione, że ma przyjechać z towarem to każda kombinowała co by wymyślić by mieć tego dnia wolne.

Pani Ewelina Ślażyńska potrafiła pracownicom wstrzymać wypłatę do czasu aż poprawią wyniki w sprzedaży, w sensie by zarobek był większy, ale przeglądając papiery to i tak były wysokie w porównaniu do wcześniejszych miesięcy. Wstrzymanie wypłaty nawet o dwa tygodnie nie było w porządku. Przecież każdy ma swoje wydatki. Cieszyłam się, że to nie szefowa płaciła mi wypłatę tylko biuro pracy. Pracowało nas tam jak na taki sklep sporo osób, bo 2 stażystki, 2 pracownice i kierowniczka.

I wiadomo każdej trzeba zapłacić, więc zarobki musiały być wysokie i były, ale pani Ewelinie i tak się nie podobały i wstrzymywała im wypłatę, to była kara za niby niskie obroty. Pewnego dnia nie było kierowniczki, a towar przywiózł jakiś szefowej kierowca z innego sklepu. O tym towarze nic wcześniej nie wiedziałyśmy. Kierowniczki nie ma, a stażystki nie mogą być same na sklepie, więc pracownic wysłały mnie i jeszcze jedną stażystkę, byśmy same wybrały towar, tak dobrze czytasz, nie odebrały gotowy towar, tylko wybrały, to co nam se wydaje, że zejdzie. Nie do końca byłyśmy przekonane czy stażystka sama może podpisywać umowy, nawet jeśli może to pod okiem pracownicy, a ja musiałam sama, narażając się na wszelkie zło z tym związane.

Bo zawsze było mówione by stażystka nigdy nic nie podpisywała. Na szczęście towar wybrałyśmy ok, a z podpisu stażystki nikt się nie czepiał, a gdyby co to miałam gotowe wytłumaczenie. Podczas remanentu, szefowa kazała mi stanąć na drabince by dostawać towar z półek, gdy dostałam to zeszłam, i kierowniczka powiedziała bym się odsunęła bo jeszcze może coś spaść i mi się coś stanie, a wtedy ku mojemu zaskoczeniu Ewelina czyli szefowa powiedziała że nie muszę się odsuwać i się zaśmiała, widać było, że chciała mojego nieszczęścia bo mnie nie lubiła i vice versa. Ten dzień sobie zapamiętałam na długo.

Gdy tylko odbyłam staż, to musiałam zanieść do Powiatowego Urzędu Pracy wszystkie papiery, m.in. czy podejmuję dalszą współpracę czy nie i jakie są powody odmowy. Postanowiłam, że opisze jak wyglądała współpraca z Eweliną Ślażyńską i co się działo w tym sklepie. Okłamywanie klientów to było na porządku dziennym, że brak towaru, że już nie ma bo wykupili (a tak naprawdę nigdy go nie było) towar do sprzedaży nie był na półkach w sklepie, był tylko na ulotkach i tak zawsze za każdym razem.

Nigdy nie było towaru, który widniał na ulotkach, a później wina na nas, że nie umiemy nic sprzedać, sorry, ale żeby coś sprzedać trzeba to mieć. W tym sklepie nie jest tak jak być powinno, bo nie jest normalne, że załoga się zmieniała raz w miesiącu, za mojej kadencji tam pojawiło się więcej pracownic niż klientów. W PUP oczerniłam ten sklep i Panią Ewelinę, szefową od siedmiu boleści. Chwile po moim odejściu widziałam się z dziewczyną z którą tam robiłam i mówiła, że zaraz po moim odejściu miały kontrolę i były przetrzepywane parę dni. Nie miały do mnie pretensji, nawet mnie podziwiały, że się na to odważyłam by utrzeć Ewelinie nosa. Dowiedziałam się również, że zaraz po tym nalocie kontroli, przepisała sklep na szwagra, podobno ten jest jeszcze gorszy od niej. Za złe traktowanie się płaci, Ewelina słono za to zapłaciła.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o