Morderstwo

Po 18-stu latach odsiadki za brutalny gwałt i morderstwo

Gwałt i morderstwo 15-latki nigdy nie będzie wybaczalne i zawsze chcę się jednego dla takiego sprawcy – kary dożywocia. Tomasz Komenda dostał 25 lat za coś, czego nigdy nie zrobił, w miejscu, w którym nigdy nie był.

Gwałty i morderstwa są to najbardziej dotkliwe i nieprzyjemne tematy, o których czytamy w gazetach, Internecie. To, co się wydarzyło 18 lat temu w miejscowości Miłoszyce jest jedna z tych tragicznych historii.

Jest rok 1966 sylwestrowa noc, szampańska zabawa w klubie oddalonym kilkadziesiąt metrów od Miłoszyc. Miasta, w którym doszło do okropnej tragedii. Znaleziono martwą, zgwałconą i rozebraną dziewczynkę. Miała15 lat. Zmarła z wyziębienia i wykrwawienia. Rozpoczyna się ściganie prawdopodobnie dwóch zwyrodnialców.

Mijają 3 lata, lecz poszukiwani są nadal na wolności. Nareszcie sprawa ruszyła się, kiedy pewna osoba rozpoznała swojego sąsiada na portrecie pamięciowym. Był to Tomasz Komenda – wtedy 23- letni chłopak. Nie był dotychczas karany, nie miał problemów z prawem.  Jego matka opisała syna, jako spokojnego i delikatnego. Miał szacunek do kobiet i nigdy by tego nie zrobił. Był szczęśliwym dzieciakiem. Jak to się stało, że ten pozytywny mężczyzna został oskarżony o brutalny gwałt i morderstwo i skazany na 25 lat więzienia? Na rozprawie chłopak płakał i prosił o uniewinnienie twierdząc, że nigdy nie popełnił takiego przestępstwa. Niestety dowody świadczyły o jego winie.

Czy jednak wszystko zostało przeprowadzone jak powinno?

Dowodami, które obciążały Tomasza Komendę był włos, który znaleziono przy ciele ofiary. Jego kod DNA był przybliżony do DNA mężczyzny. Niestety w tamtych czasach takie badania były bardzo niedokładne, nie było takich możliwości jak dziś. Tak, więc znaleziony kod DNA mógł być przybliżony, do co najmniej trzech na sto osób. Oprócz tego na ciele dziewczyny znaleziono odciski zębów, które odpowiadały uzębieniu oskarżonego. Mimo, iż Tomasz Komenda miał alibi, które zostało potwierdzone przez dużą ilość osób, prokuratora była nieugięta i nie uwierzyła w prawdomówność świadków.

Matka oskarżonego

Jest z synem od samego początku. Nie opuściła żadnej rozprawy. Kiedy padł wyrok 25-ciu lat pozbawienia wolności jej świat się zawalił. Cały czas powtarza ona, że Tomek to dobry chłopak, nigdy nikogo nie skrzywdził. Zawsze był uśmiechnięty i chętnie pomagał innym. Nie wierzy, że syn dopuściłby się takiego strasznego czynu.

Co z drugim sprawcą?

No właśnie, jak to jest, że Komenda dostając wyrok, nie zdradza drugiego napastnika? Może faktycznie mężczyzna jest niewinny? Sprawa po 18-stu latach odkąd oskarżony siedzi w więzieniu znów jest dokładnie badana. Stworzono specjalną grupę, w której skład wchodzą jedni z najlepszych śledczych. To właśnie oni chcą udowodnić, że Tomasz Komenda jest niewinny, a sprawca tej tragedii nadal od 21 lat jest na wolności. Funkcjonariusze cały czas podkreślają, że dziwną sytuacją jest fakt, iż oskarżony nigdy nie wydał nazwiska drugiego sprawcy. Chyba nikt nie poszedłby na odsiadkę na taki długi okres czasu za kogoś. Skoro żadne nazwisko nie padło, a Tomasz Komenda nie pasował do brutalnego mordercy, coś jest na rzeczy.

Przemoc na komendzie

W roku 2000 mężczyzna podczas kolejnych przesłuchiwań przyznał się, że był w Miłoszycach i uprawiał seks z nieznaną mu dziewczyną, którą poznał na dyskotece w sylwestrową noc. Później już nigdy więcej tego nie powtórzył. Podczas rozprawy cały czas płakał, że jest niewinny.

Teraz, gdy sprawa znów się ruszyła, został zapytany o te zeznanie, jednak mężczyzna przyznał, że powiedział tak, ponieważ stosowano wobec niego przemoc, grożono mu, że jeśli tego nie zrobi, to już nigdy nie zobaczy swojej matki. Kobieta wyznała, że po tym incydencie na widzeniu u syna ten skarżył się na bóle głowy, ale wytłumaczył, że bili tak, aby nie było widać. Według akt sprawy faktycznie jest potwierdzenie jakoby mężczyzna został pobity.

Istotnym faktem jest jednak to, że dosłownie parę dni po morderstwie do zbrodni przyznał się jakiś mężczyzna.  Krzysztof K. dziwnym trafem został tak pobity, że leżał jakiś czas w szpitalu. W dokumentacji z 1997 roku owszem jest wzmianka o tym, że mężczyznę pobito, ale nie zrobiono nic w tym kierunku, gdyż prokurator opisał tą sytuację, jako działanie komendanta pod wpływem emocji. Ostatecznie mężczyzna został wypuszczony, ponieważ nie było dowodów, że to on był sprawcą.

Policja nie ma wątpliwości.

Kiedy policjanci wybrali się do więzienia, w który przebywał Tomasz Komenda informując, że został zatrzymany w tej sprawie Ireneusz M. mężczyzna ze łzami w oczach wyznał, ze czekał na nich całe, długie 18 lat. Uwierzył dzięki nim, że może zostanie nareszcie oczyszczony z zarzutów.

Wykonano kolejne badania DNA, które oczywiście wykazały, że nie pasują do Tomasza Komendy. Jednak były one zgodne z DNA kogoś innego. Ta osoba była cały czas w pobliżu.

Kim jest nowy podejrzany?

Jest nim Ireneusz M. Był on wtedy na tej pamiętnej imprezie 21 lat temu, ale nic nie wie na temat śmierci młodej dziewczyny. Jednak cała odzież zamordowanej była w śladach DNA mężczyzny. Oprócz tego dwie dekady temu, podczas zeznań Ireneusz K. opowiadał o wielu rzeczach i szczegółach z imprezy. Opowiedział nawet ze szczegółami o częściach garderoby ofiary, a mianowicie o…skarpetkach! Jak to jest możliwe skoro Małgosia cały czas miała założone getry? Może Ireneusz K. znał szczegóły ubioru dziewczyny, bo przecież znaleziono ją w samych skarpetkach! Wytłumaczył się tym, że po prostu opisywał ubiory osób, które pamiętał i to nie znaczy, że te skarpetki należały do niej.

Najbardziej bulwersujące jest to, że oskarżony był skazywany wiele razy za gwałty w pobliżu Miłoszyc. Jak doszło do tego, że nikt nie połączył ze sobą tych faktów? Dopiero teraz po 21 latach zrobiła to osoba, która wcale nie była do tego przydzielona. Kiedy już było jasne, kto stoi za tym okrucieństwem okazało się, że osoba ta właśnie siedzi w więzieniu za gwałt.

No cóż, ale skoro obydwaj mężczyźni rzekomo brali udział w tym morderstwie, to przecież powinni się znać. Jednak Ireneusz nie rozpoznał Tomasza Komendy. Twierdzi, że nigdy go nie widział. Oczywiście mężczyzna nie przyznaje się do winy i twierdzi, że skoro DNA Komendy było na ciele ofiary to jest on winny. Nie dał sobie wytłumaczyć, że to właśnie jego ślady są na zamordowanej.

Ekshumacja ciała Małgosi pozwoliła również wykluczyć winę Tomasz Komendy na podstawie śladów ugryzień, które podczas oskarżenia były jednym z głównych dowodów obciążających mężczyznę.

Czy to przypadek?

Śledczy pracują teraz nad wyjaśnieniem tej historii. Jak to jest możliwe, że niewinny chłopak spędził 18 lat w więzieniu, mimo, że nie było żadnych dowodów, które dawałaby pewność, że Tomasz Komenda jest mordercą i gwałcicielem. Należy ustalić czy wszystko to wydarzyło się przez przypadek, czy może taka kolej rzeczy była przez kogoś ustawiona. Na jaw wyszły także inne ciekawe historie jak np. zeznania, które 18 lat temu składał Tomasz mówiły o tym, w jaki sposób chłopak dostał się do Miłoszyc. Wyjaśnił on, że poruszał się najpierw autobusem, a później tramwajem. Jednak po sprawdzeniu tego okazuję się, że w tamte dzień taki autobus nie jeździł. Poza tym, aby dostać się do Miłoszyc musiałby pokonać 12 km pieszo w tą i z powrotem w ciągu 4 godzin, co jest awykonalne. Czemu chłopak, więc kłamał? Dopiero teraz Tomek przyznał, że zeznania zostały wymyślone przez policjantów i tak kazali mu mówić. W Miłoszycach nigdy nawet nie był.

Tomasz Komeda z niecierpliwością czeka na dzień, kiedy wyjdzie na wolność. Jak na razie wiadomo, może nastąpi to przed świętami wielkanocnymi.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o